jura krakowsko-częstochowska

No i w końcu się udało. Zaliczyłem Jurę Krakowsko-Częstochowską.
Problem z dorosłymi ludźmi jest taki, że każdy na nic nie ma czasu.
A już zgrać cztery takie egzemplarze, to wyczyn nieziemski. Ale chęć powrotu do lat młodzieńczych z rzadka wygrywa. Co miało miejsce w ten weekend.
W umówionym miejscu, na rowerowych siodełkach, spotkali się zwarci i gotowi: ja, Barti, Daro (w zastępstwie Wito) i Grzelek.
Przewóz gratów odbył się za pośrednictwem wynajętego busu. Już w drodze czuło się atmosferę przygody.
Po dwóch godzinach opuściliśmy pokład naszego transportu w miejscowości Kotowice, 2 km od pierwszego zamku w Mirowie.

102

Z zamkami w Jurze jest jak z dżunglą. Kiedy zobaczysz jedną palmę, to tak, jakbyś zobaczył wszystkie ;-)

Nie mając czasu na eksplorację ruin, po uzupełnieniu płynów chmielowych, pomknęliśmy do kolejnego zamku w Bobolicach.
Tu przypomnieliśmy sobie, że nie mamy zdjęcia inaugurującego tę przygodę. Więc szybko nadrobiliśmy zaległości.

101

Kolejne kilometry, to ogrom zabawy, radości. I tak, aż do miejscowości Skała.
Nie wiem jak koledzy, ale ja uporządkowałem rzeczy dobre wypływające z tej wyprawy… złych zresztą nie było.

Na pierwszym miejscu stawiam ‚miejsce’. Jura to przepiękna kraina. Na trasie dech zapierały widoki, okraszone zamkami, skałkami, polami jak potężne dywany. Zapachy i śpiew ptaków, to rzeczy których się nigdy nie zapomina.
Na drugim miejscu ustawiłbym drogę. Głównie szutry, które się wiły polami i lasami. Czasem był asfalt, który dawał ukojenie obolałym tyłkom.
Lecz to wszystko nie miałoby znaczenia, gdyby nie kumple. Dzielenie radości z samym sobą jest marną namiastką szczęścia. Teksty, wygłupy, litry piwa przelane z chłopakami do trzewi. To była kwintesencja tej wyprawy.

Zdjęć dużo nie robiłem. W końcu fotografów było jeszcze trzech. Ja skupiłem się na filmie. Spróbuję go zmontować możliwie szybko ;-)

Niemniej, zrobiłem jeszcze dwa strzały.
Pierwszy w Bydlinie, w miejscowości w której mieliśmy nocleg. Moją uwagę przykuła tablica ogłoszeń. Zawsze na nie zwracam uwagę, bo jest to dziwne miejsce, w którym bezkompromisowo miesza się informacje o pogrzebie i gołych cyckach.

103

A drugi strzał, to rynek w miejscowości Skała. Finisz naszej przygody. Z tego miejsca zabraliśmy się busem do domu.

104

I to wszystko z jurowej opowieści.

Jeszcze tylko statystyki:
Dystans: 82 km
Czas: dwa dni :-)
Zużyta energia: 4200 kcal.

Czy kiedyś wrócę do Jury?
Koniecznie! Na rowerze, motorze… czymkolwiek. Wrócę tam na pewno!