łykend spędzony właściwie

Weekend był piękny…

Barti przysłał info, że w Kielcach odbywają się targi motocyklowe. Coś, co od dawna chciałem zobaczyć. I w końcu tego czegoś nie zobaczyłem. Ale będąc na spacerku w mieście, na głównej ulicy Kielc, pojawił się motocyklowy korowodzik. Piękny widok. Sokół, Zundapp, stare SHL-ki, Junaczki, M-72 i inne. Raj dla motocyklowego podniebienia. Maszyn było po horyzont.

102

I tak sobie oglądaliśmy całą rodzinką to wydarzenie, do momentu, kiedy chłopcy zaczęli strzelać z gaźników. Tego, mój najmniejszy człowiek nie wytrzymał. Natka jeszcze jest nie przyzwyczajona do takich imprez… ale się przyzwyczai :-)

Kolejny dzień obfitował w skrajnie inne doznania.
Odwiedzili nas Grubcie. Przywieźli ze sobą rowerki.
Na prędce opracowaliśmy plan spędzenia pięknej niedzieli w rowerowym siodle.
– Ja i Grubszy robimy traskę, żeby się wstępnie wyżyć.
– Docieramy na Słoneczne Wzgórze, gdzie czekają na nas kobiety i dzieci.
– Dalej, wolnym tempem, przemieszczamy się ścieżką rowerową do lasu na Stadionie i robimy rodzinny piknik.
Jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy.
Pojechaliśmy z Grubciem przez pola i lasy do Cedzyny, a stamtąd polami na Słoneczne Wzgórze.
Dołączyły do nas dzieciaki, Rybka i pojechaliśmy wg planu do lasu na Stadionie. Na miejscu czekała na nas Edi z Nataszką i gotową wyżerą. Jak się okazało, czegoś nie zabraliśmy. Łyżki do zupek. I tu wkroczyłem ja, ze swoim rowerowym, małym nożykiem, którego nigdy w życiu nie używałem. Wożę go ze sobą z myślą o niebezpieczeństwie łyknięcia osy przez współtowarzyszy, lub przez siebie samego. No więc wziąłem swój nożyk do tracheotomii i wykonałem z drewna dwie łyżeczki. Dzieciaki podchodziły do dwóch stanowisk z wydawaną ciepłą zupką i wpierniczały żer z drewnianych sztućcy.

103

104

Chwila odpoczynku i wykonaliśmy rowerowy powrót do domu.
Oooo… to było wyzwanie. Bo pod górę i ciężko, bo bolą nogi i ręce, bo ja chcę do domu, pojawiły się łzy i takie tam… jak to dzieci. Ale dały smyki radę :-)
Z Kielc do Masłowa pognaliśmy z Grubciem już sami.

Statystyki:
– mężczyźni – 40,3 km
– dzieci – 16,5 km
– czas – wieczność :-)
– kcal – nie wiem, bo padła mi bateria w pulsometrze :-(