trzy, dwa, jeden… rower!

No wreszcie rozpocząłem rowerowy sezon.
Mali ludzie w naszym domu, po brzegi wypełniają wolny czas. A kiedy myślisz, że zostało z tego coś dla siebie, to trzeba podgonić zaległe obowiązki.
Rankiem w niedzielę było inaczej. Usłyszałem ciche chlipanie. Coś pod grubą warstwą kurzu wołało o przypomnienie. To zew siedzący na siodełku mojego bika. To droga wijąca się na polach i w lasach. To przygoda głaszcząca mnie słońcem po twarzy. To ja łapiący każdą chwilę.

100