nie zawsze trzeba coś tytułować… po prostu

Znowu mijają kolejne dni…

Coraz bardziej czuję się wypłukany… jak szary papier… lub jak wypompowany materac.
Potężne tempo, w które się wciągnąłem spowodowało, że nie mogę się zatrzymać, nie chcę i nie potrafię.
Nadmierna odpowiedzialność – wada i zaleta.
Moja ukochana podtrzymuje mnie na duchu, zapewniając, że razem przetrwamy ten zwariowany czas. Tylko, czy czegoś nie zgubimy po drodze??
Boję się, że jak kiedyś otworzę oczy, zobaczę pustkę (o ile pustkę można zobaczyć), na pewno wiecie o co chodzi… spojrzę w lustro, w którym stary człowiek pogratuluje mi dotarcia do mety… pozwoli odebrać nagrodę. Jaką??

Zaczynam brzmieć coraz śmieszniej opowiadając w koło, że na coś czekam.
Prawda jest taka, że nic się nie zmieni, jeśli ja czegoś nie zmienię…