nartowanie w zębie

Ale mnie wcięło… znikłem na dobre…

A dokładniej. Przebywałem z Młodym we wsi Ząb, najwyżej położonej miejscowości w Polsce.
Działo się ostatnio wiele w moim życiu. Toteż, odseparowanie się od świata rzeczywistego jak i wirtualnego wyszło mi na dobre… chyba.
Teraz trzeba gonić zaległości ;-)

Dziewczyny odpoczywały pod dobrą opieką rodziny, a ja i Miko wymknęliśmy się na małe nartowania.
W sumie było nas ok. 40 osób… w porywach. Wszystko z Radomia. My dwaj byliśmy rodzynkami z Kielc :-)
Nie mam zdjęcia zbiorowego, bo zapomniałem cyknąć… szkoda :-(

Właściwie to nie wiem od czego zacząć relację z tego pobytu. Każdy dzień był wypełniony po brzegi w atrakcje.
Nie chcę się też zbytnio rozpisywać, bo nastawiłem się na tym wypadzie na filmowanie. Więc, pewnego dnia, film opowie naszą przygodę.

Dodam, że głównym wypełniaczem naszego czasu było nartowanie.
Miko wziął udział w jednym z konkursów narciarskich. To był jego pierwszy występ na tak poważnej imprezie sportowej. Jakoś mi się łza w oku kręciła… no bo jeszcze niedawno na rączkach go nosiłem, a dziś walczy zajadle o pozycję w stadzie.
W swojej grupie był najmłodszy i chyba z najmniejszym doświadczeniem w tej dziedzinie sportu. Można powiedzieć, że ścigał się z ludźmi, którzy z nartami się urodzili.
Koniec końców, Miko uplasował się na ok. 15 miejscu na 27 osób. Był wielce zdziwiony, że nie wygrał i długo musiałem mu tłumaczyć dlaczego tak się stało.
Ostatecznie pożyczyłem złoty medal od jednego ze starszych zwycięzców, który mu zresztą pogratulował odwagi wzięcia udziału w konkursie.

102

Ja się odkryłem w snowboardingu.

103

Fajna sprawa z tymi parapetami. Za rok, mocniej przyłożę się do nauki i szlifu umiejętności w tej dziedzinie sportu.

Każdego dnia, wpychaliśmy michę pierogów z mięsem. Moje dziecko to niejadek, a pierogi wsuwał jakby z Afryki pochodził. No to ciągnąłem dobrą passę :-)

104

Przewinęło się parę nowych twarzy w moim życiu.

– Stasiek… często się widywaliśmy pod sklepem. Raz wsparłem jego inwestycję w małe piwko i od tamtego momentu, staliśmy się przyjaciółmi ;-)

100

– Wiesiek… nasz kuligowy kierowca.

101

Podczas kuligu, taką wiodłem rozmowę z Wieśkiem.

– piękne góry macie tu panie Wiesiu.
– no… najpikniejse so
– a był pan na tych górach może?
– nie byłek nigdy, a po co?
– no takie piękne są, nie korciło pana żeby się tam wdrapać?
– eee… a po co tam bede chodził.
– a wie pan może po co na góralskich czapkach są takie muszelki? Jest jakaś historia z tym związana, może legenda?
– no jest legenda, a jakze…
– niech mi pan opowie tę legendę panie Wiesiu.
– wis co?… tam z tyłu jedzie mój sef… niech ci on opowie… ja to tylko jezdze u niego :-)