survivalowa herbatka

W sobotę, obudziłem się jakoś wcześniej niż normalnie. Byłem cholernie głodny. W przeddzień nic nie jadłem. Postanowiłem, że wykonam ‚przetrwanie na śniadanie’. Chciałem poczuć jak to jest, gdy człowiek musi spożyć coś, co nie jest wypisane w jego codziennym menu.

– czemu tak się zerwałeś?… wychodzisz gdzieś?… jest sobota… – dobiegł słodki, zaspany głos mojej ukochanej.
– no idę… zdobędę rybę, rozpalę ognisko w lesie, tam ją upiekę, zjem i popiję herbatą z igieł sosny.
– jak to zdobędziesz rybę?
– złowię ją na wędkę, a potem zjem…
– ale extreme… żałuję, że spytałam… 

Podczas walki o przetrwanie posiłek jest dosyć istotny. Niemniej, nie można na niego spożytkować całego dnia. Ważniejsze jest dotarcie do celu (miejsce ocalenia). Tak, czy siak, bez posiłku też nie pociągniemy długo w warunkach przetrwania. Toteż, na zdobycie pożywiania należy przeznaczyć określoną ilość czasu.
Ja na zdobycie ryby przeznaczyłem sobie godzinę.
Początkowo, miałem to zadanie wykonać wędką zrobioną z niczego. Ale po chwili namysłu, doszedłem do wniosku, że jeśli nie złapię ryby zwykłym sprzętem (sklepowym), to prowizorycznym wynik będzie podobny.

1001

Godzina upłynęła jak z bata strzelił. I co? I poniżej nie ma foty, na której w łapach dzierżę rybę.
Panowie łowiący w bliskim sąsiedztwie, mający wszystko co łapie ryby, też płakali z nudów.

Trudno… Z marszu przeszedłem do planu B. ‚Rozpalenie ogniska i przygotowanie herbaty z igliwia sosny’.

W lesie wszystko było mokre. No… nie wszystko jak się okazało. W warunkach niepogody można znaleźć suche materiały palne. Trzeba trochę poszukać :-)
Dosyć długo rozpalałem ogień, ale w końcu się udało.
Jeśli chodzi o herbatę z sosnowego igliwia to podobno jest zdrowa, ma sporo w sobie witaminy C i poprawia samopoczucie w warunkach przetrwania.
Nie znając dokładnego przepisu na przyrządzenie wywaru, zrobiłem wszystko na czuja.

Po ok. 10 minutach gotowania, herbatka były gotowa… chyba :-)

101

102

Zapach miała bardzo delikatny. Trochę to dziwnie zabrzmi, ale pachniała świeżym, ludzkim moczem… w smaku, czuć było zioła na tle delikatnej mięty. Nie ukrywam, że bałem się spożywać ten płyn. Zastanawiałem się czy zaraz nie wykituję :-) Nic takiego się nie stało. A nawet przeciwnie… sosnowa herbata postawiła mnie na nogi, poprawiła humor.

Na szczęście, w domu czekały na mnie naleśniki z musem jabłkowym i śmietaną.
Czasem, po prostu fajnie jest się powygłupiać ;-)
Spędzenie czasu na świeżym powietrzu, nad wodą, potem w lesie, to najlepsza szczepionka na wszystkie grypy tego świata.