nieproroczy sen

Śnił mi się dzisiaj koniec świata…
I nie było to (jak hucznie zapowiadano) wydarzenie w świetle fajerwerków wojen atomowych.
Zwykły brak energii elektrycznej… globalna awaria…
Załamał się system, budowany przez tak wiele pokoleń… upadła cywilizacja, prawo, a zaraz potem człowieczeństwo.
Ludzie w panice okradali sklepy, magazyny z żywnością i lekarstwami, przedłużając agonię ludzkości do jednego, dwóch miesięcy…. może do roku.
W wielkich aglomeracjach zapanował głód, choroby i śmierć.
Brak informacji spowodował, że nikt nie wiedział co ma robić… każdy działał po omacku.
Co mądrzejsi utworzyli małe grupy, broniąc się przed jednostkami, zajadle walczącymi o życie…
Chaos…

Kiedy się obudziłem, nie zastanawiałem się nad tym, jak przeżyć w takiej sytuacji, lecz jak żyć…