sandomierz

W sobotę, po ostrym wieczorze kawalerskim średniego szwagra, wybrałem się do Sandokando (Sandomierza) na foto-szwendanko.
Nieraz chodziłem romantycznymi uliczkami tego miasta, do którego nie mam fotograficznej koncepcji. Wszystko jest takie… ładne?
Niemniej, to najbliżej położone miasteczko od domu rodziców mojej ukochanej. Poza tym w Sandokando jest naprawdę ładnie… wymarzone miejsce dla tych, którzy lubią żeby było ładnie… ale nie dla mnie.
Pomyślałem, że czas uaktywnić własną kreatywność… odwiedzić stare miejsca i dotknąć je świeżym spojrzeniem.

Zacząłem tradycyjnie… od Rynku…
Rynek, turyści, flesze… miliony fleszy i stragany z pamiątkami…

100

101

Następnie wybrałem się do bramy (nie pamiętam jej nazwy), którą fotografowałem setki razy i za każdym razem jest nudna… zresztą… inni fotograficy, których prace można zobaczyć na rynku, też się nie popisali… więc nie jest ze mną tragicznie :-)
A tak naprawdę, żeby zrobić dobre zdjęcie tego miejsca, potrzebna jest GB… goła baba ;-)

102

103

Snując się dalej po Sandomierskich uliczkach, natknąłem się na otwarte drzwi do starej kamienicy… dla mnie to jest jak neon, widoczny z końca miasta, kuszący żeby przestąpić próg.

104

105

106

Wycisnąłem z korytarza kamienicy wszystko, co uznałem za godne utrwalenia i ruszyłem dalej, na poszukiwanie ludzi… ludzi nie należących do tej plastikowej bajki jakim jest Sandokando.
Moje nogi zaprowadziły mnie na giełdę… w tym czasie rolno-warzywną.
Światło było paskudne… tzn. dla romantycznej turystyki idealne. Ostre słońce. Ja wolę deszcz. Wiem, że to egoistyczne, ale dla fotografii ulicznej słońce to masakra.
Giełda zazwyczaj jest pełna ludzi, którzy niechętnie lubią być fotografowani. Gdzieś, tam, w ich umysłach, fotograf kojarzy się z kolesiem, który wrzuci swoje wypociny do jakiejś stronki ze śmiesznymi zdjęciami. Niestety to się zdarza. Kurestwem wielkim nazywam takie zachowanie pseudo fotografów. ‚Chuj im w dupę’ życzę z tego miejsca…

Być może dobrze patrzy mi z pyska, może umiem rozmawiać z ludźmi. Otwierają się przede mną, czasem powierzając sekrety swojego życia. I za każdym razem mnie budują. A ja, pragnę tego jak narkotyk.

107

108

109

110

111

112

113