dębki 2009

Poskładane strzępy zapisów z wakacji…

2009.07.26 godz. 5:15 am.

Paląca susza na języku wyrwała mnie z głębokiego snu. To efekt dobrze spędzonych wieczorów od początku naszego pobytu. Codzienne imprezy (głośne, czasem ciche) kompletnie rozregulowały mój organizm. Przewracałem się z boku na bok, próbując wrócić do krainy snu… na daremne…
Uczucie bezsenności spotęgowała napaść tysiąca myśli. Czekały jak sępy na chwilę kiedy otworzę oczy… rzuciły się na umysł i kąsały bezlitośnie.
– ni chuja nie pośpię – wyszeptałem zrywając się z łóżka na równe nogi.
Za oknem zagościł dzień. Ostatni romantycy wracali chwiejnym krokiem z plaży, spowitej wschodem słońca.
Mimo, iż poruszałem się po pokoju jak kot, w doskonałej ciszy brzmiałem jak wytwórnia konstrukcji stalowych. Zauważyłem na twarzach ukochanych, że moje istnienie w tej chwili jest raczej niepożądane.
Wyrwałem fociaka zalegającego w kącie i ruszyłem przed siebie w świat. Obrałem kierunek „morze”. Wymyśliłem sobie, że ustrzelę jakiś kicz. Kiczy w swoim życiu sporo natłukłem, no ale każdy następny może być doskonalszy.
Podobało mi się, że jestem sam… zaczęła się cisza nocna… dzienna… jakkolwiek ją nazwać, to jedyna chwila, w której na plaży możesz być sam.
Nie miałem żadnego pomysłu na zdjęcie. Właściwie, to wziąłem aparat bardziej z przyzwyczajenia.
Postanowiłem zacząć nowy rozdział swojej fotograficznej historii od zdjęcia narcystycznego. Przynajmniej jeden strzał przywiozę do domu. ;-)

100

Tuż przy łodziach rybackich znalazłem fajne ślady. Świeże. Może sprzed godziny. Rybacy wrócili z nocnego połowu zaznaczając na piasku swoją obecność.

101

102

Posiedziałem sobie jeszcze przez chwilę w sąsiedztwie pachnących rybą ładzi, wygłodniałych mew i ruszyłem na zachód w poszukiwaniu mojego wymarzonego kiczu.
Dotarłem do rzeki Piaśnica. Mały, kręty, spokojny lecz głęboki ciek wodny.
Spojrzałem przez obiektyw i zobaczyłem to…

103

Strzał trąca lekko kiczem ale to jeszcze nie ten klasyczny kicz… poszedłem dalej.
Tym razem skierowałem się w stronę lasu.

106

Kiedy tam jestem (w lesie) zawsze myślę o wiedzy, która przepada bezpowrotnie. O dobrach ukrytych w sitowiach. Zioła, owoce, cisza, która jest lekiem na społeczną chorobę „stres”.
Na ulicach Dębek garść borówek amerykańskich można kupić już na 9 zł. W lesie, 50 m obok, można rwać niezliczone litry borówek polskich… za darmo…

104

Rozmyślając o udanej kampanii farmaceutycznej na świecie, czułem, że las do mnie mówi,
patrzy na mnie ;-)

105

Wychodząc z lasu zauważyłem, że na plażę przyszło już parę osób, a ja jeszcze nie mam swojego kiczu :-(

107

Błądząc przez plażę, łąki i las dotarłem do fotograficznej oazy… oczom moim ukazał się przeklasyczny kicz

108

Z jednym drzewem byłby bardziej klasyczny, ale na taki wybiorę się innym razem.

2009.07.27

Podczas poszukiwań klasycznego kiczu, natknąłem się na wielki baner reklamujący ośmiokilometrowy spływ kajakowy rzeką Piaśnica. Towarzystwa nie musiałem długo przekonywać do wodnej przygody. To była świetna odmiana od widoków jakich oferowała nam codziennie plaża.

Szlak wodny Piaśnicy wiedzie przez pola i lasy… nigdy nie byłem w dżungli, ale wyobrażam sobie, że właśnie tam muszą być takie widoki.
Piaśnica jest szlakiem lekko technicznym. Jak wspomniałem wcześniej jest spokojna, ale mocno pokręcona, wąska, głęboka, w większości bez możliwości zejścia na ląd. To rodziło uczucie klaustrofobiczne… zwłaszcza u dzieci. No i ważki… w oczach dzieci wyglądały jak latające smoki wawelskie. Paniora maksymalna ;-)

109

111

Na koniec, po przeżytych atrakcjach (zwalone drzewo do rzeki bez możliwości obejścia, czy opłynięcia) organizatorzy uwiecznili nas na naszych, fotograficznych zabawkach.

110

Trochę filmowałem… jako, że byłem wioślarzem i sternikiem nie bardzo mogłem podjąć pełnej roli operatora filmowego.

– kochanie… może sfilmujesz trochę widoczki… będzie fajna pamiątka – poprosiłem łagodnie jak baranek.
– ja tu jestem po to, żeby się wyluzować, a nie uczestniczyć w twojej błazenadzie…. a poza tym, skup się na wiosłowaniu, bo jak mnie dotknie chociaż jeden listek trzciny, to zdzielę cię wiosłem w łeb… :-)