kulinarna próba

Popchnięty przez kulinarne eksperymenty BartUlki, postanowiłem zapanować nad naszą kuchnią i wytyczyć szlak przez krainę zdrowego odżywiania.
W drodze praca-dom wyprzedziłem moją ukochaną, i natychmiast po przekroczeniu progu naszego gniazda, zabrałem się za tworzenie witaminowej bomby.

W blaszanej misy wylądowała pani rzodkiewka i sałata. W tańcu moich dłoni połączyły się z panami pomidorem, ogórkiem i szczypiorkiem.

105

Na płaskim talerzu usadowiły się jajka na twrdo przykryte majonezem z odrobiną szczypiorku i ketchupu. Towarzyszyła im kanapka z żółtym serkiem i kupka słonecznikowych kiełków.

106

Potem wyjąłem aparat z plecaka i… pachhh… oddałem kilka strzałów.
Na moje nieszczęście, zdarzenie z aparatem widziała moja ukochana.
– co ty? obiad przygotowałeś i go fotografujesz? – usłyszałem słodki głos żony.
– eee… znaczy się wiesz… zrobiłem go… pomyślałem, że to uwiecznię – odpowiedziałem dumnie.
– o jeny… zaraz skonam ze śmiechu… to ja, co dzień robiąc zdjęcia moich obiadów, zapchałabym dyski kilku komputerów…

hmm… to chyba brzmiało jak ‚dziękuję’? ;-)