rowerowa inauguracja

Wydawało mi się, że pokrywa śnieżna wytopiła się do zadowalającej grubości. Z tej okazji wyciągnąłem swojego aluminiowego rumaka i przegoniłem go po świętokrzyskich górkach. Myślałem, że będzie fajnie… hmmm… i w sumie było.

Pierwsze trzy kilometry zrobiłem w 32 min. Pieszo, miałbym na liczniku ok. 4 km. Na czerwonym szlaku grubość pokrywy śnieżnej wahała się od 2÷10 cm… Masakra… Moje płuca po wielkim poście odmówiły współpracy (ok. 8 miesięcy nie licząc pojedyńczych zrywów). Tętno od 160÷178 i nie chciało spaść. To wynik lenistwa, dobrze pielęgnowanego w 2008 r.

Mam do zrealizowania parę szczytnych celów w 2009 r. więc trzeba ostro się wziąć za siebie… stąd moja zimowa przygoda na rowerze. A poza tym, to już nie mogłem doczekać się wiosny, więc wyjechałem jej na spotkanie :-)

600