czapnictwo

Tyle wolnych dni mnie minęło… telewizja, komputer, jedzenie… dużo jedzenia i picia… dużo lenistwa. Dość!!!

2009.01.03. w ten dzień ubrałem się, wsiadłem w samochód i pojechałem przed siebie.
Zawitałem do Mielca. Pomyślałem sobie, że pokręcę się po tutejszych podwórkach. Jak się okazało, Mielec to stosunkowo młode miasto. Podwórka nie są na tyle stare by oddawały jakiś klimat. Wykonałem parę ujęć, które właściwie nadają się do śmietnika… może za 100 lat te zdjęcia będą miały jakąś wartość.

100

Ale nie był to dzień stracony.
W jednej z wąskich uliczek napotkałem taki szyld.

101

Tuż za progiem sklepu (zakładu) przywitał mnie 80 letni Stanisław Dymek… rzemieślnik zajmujący się od ponad 30 lat czapnictwem… wcześniej ślusarstwem, krawiectwem, muzykowaniem… do dziś gra na saksofonie po różnych imprezach.
Stanisław przyznał się, że za kilka dni zamyka zakład. Interes już nie przynosi od dawna zysków. Ludzie kupują tanie, chińskie czapki warte parę złotych. To dużo poniżej kosztów wytwarzania czapek w Polsce… prawdziwe i przykre.
Patrzyłem na czapki, które stworzył Stanisław i widziałem w nich duszę.

102

Ale, to nie czapki z duszą się sprzedają, lecz te, które są tanie lub modne… a najlepiej jak łączą w sobie obydwie te cechy. Nie muszą być funkcjonalne.

Będąc w zakładzie Stanisława Dymka czułem się jakbym był w muzeum rzemieślnictwa polskiego.

106

Stara maszyna do szycia singer, wyprodukowana z odlewu żelaza na początku XX w.

103

Żelazko czapnickie.

104

105

Stanisław trudnił się wyrobem czapek zwanych leninówkami, góralskimi, dżokejkami… czasem wykonywał kapelusze męskie itp.

107

Będąc w tym zakładzie poczułem, że dotykam sól ziemi… tej ziemi.

108