nordic walking

Za oknem jesiennie. Zimno, wietrzyście i dżdżysto… Czy to powód do rozpaczy? Nic z tych rzeczy… to czas by wypróbować sprzętu do wypraw ekstremalnych. Skrzętnie montowałem ekwipunek przez ostatnie dwa lata. Aż wreszcie nastał ten okropny dzień :-)
Pomyślałem, że dziś przetrenuję swoją orientację w terenie. Zabrałem ze sobą kije do ‚nordic walking’. Mijając dwóch kolesi usłyszałem – patrz… ten pojeb chyba zgubił narty ;-)
Doszedłem do najbliższego lasu. Często jest tak, że zagubieni w lesie turyści chodzą w kółko… brak punktów odniesienia. Wszędzie takie same drzewa, krzaki. Można się poczuć klaustrofobicznie. Postanowiłem przejść z punktu A do punktu B w linii prostej. Nie korzystając ze szlaków, wydeptanych ścieżek, słońca, którego nie było, map, GPS-u, kompasów i innego gówna.

Przed wkłuciem się w leśną gęstwinę, zrobiłem sobie narcystyczne zdjęcie.

109

Odbyłem 3 km spacer po lesie, tak jak zaplanowałem. Po wyjściu z lasu, zorientowałem się, że punkt B jest 100 m w prawo.

110

Można powiedzieć ‚nieźle’ lecz to żadem wyczyn. Lasy wokół Kielc są na tyle małe, że swoją pozycję ustala się za pomocą dźwięków dobiegających do uszów. Dzwony kościelne, drogi po których mkną pojazdy, medikopter wracający na masłowskie lotnisko, psy ujadające w zagrodach itd. Siła tych dźwięków, kierunek skąd docierają i wiedza na temat otoczenia pozwala na dokładne ustalenie pozycji.

Statystyka:
odcinek – 12 km z hakiem
czas – 2 godz.
spalone – 1050 kcal