kajakowa sielpia

Dziś wzięliśmy z Młodym kajak w Sielpi. Edi na dowidzenia pyknęła telefonem fotkę i wyruszyliśmy odkrywać nieznane.

106

 Minęliśmy wodno-rowerkowych wczasowiczów, głośnych i wlewających w siebie litry piwa. Wpłynęliśmy do rzeki Czarnej. Miejsce zbyt odległe dla pływających piwoszy. Byliśmy sami. Trochę się czułem jak odkrywca w Ameryce Południowej. Nawet przypominałem sobie lekcje hiszpańskiego ;-). Na każdym zakolu rzeki wylewałem tysiące łez. Nie wziąłem aparatu fotograficznego. Normalnie aparat mam wrośnięty w ciało, przyklejony do dłoni. Nie rozumiem dlaczego został w plecaku. Po dwóch kilometrach zawróciliśmy. Trochę z braku czasu i dlatego, że tej wyprawy nie planowałem. Brak żarcia, płynów izotonicznych (kajak sam nie płynie ;-)). Ale następnym razem znikniemy w Sielpi na wiele godzin.