warszawski połów

Służbowa wyprawa do Warszawki. Czasem trzeba opuścić ciepły kurwidołek (cyt. z filmu ‚Chłopaki nie płaczą’)
Budujemy Estakady Bielańskie tuż obok rz. Wisły i mam tę budowę w patronacie.
Zajechałem dosyć późno i trafiłem w panującą na budowie przerwę obiadową.
– ok… wy sobie jedzcie ja idę na ryby.
Wyrwałem stającą w rogu wędkę. Trochę mnie przeszyły rozterki moralne, że nie mam karty wędkarskiej, nie płacę składek…
– no a jak mnie ktoś skontroluje? – zapytałem menadżera budowy.
– Piotrek… jest tu ponad 50 chłopa… kto cię tu ruszy? :-)
he, he… firma jak rodzina.

Kiedy miałem 6 lat mój tata dał mi wędkę, pokazał gdzie znaleźć przynętę, która znajduje się pod kamieniami, w ziemi, na liściach… umiesz łowić ryby to z głodu nie umrzesz (survival dla początkujących).

Chłopaki jedzą obiadek, a ja wyległem na brzeg Wisły. Nieopodal zaobserwowałem skupisko wędkarzy… ośmiu ich było. Wszędzie pusto, a w tym miejscu siedzi ośmiu.
Chcesz złapać rybę? Idź łowić tam gdzie łowią miejscowi (survival dla zaawansowanych).
Poszedłem parę metrów w dół rzeki, poniżej stanowisk miejscowej ósemki. Jeden kamień, drugi… znalazłem kilka czerwonych robaków. Taki rybi smakołyk. Jeden z robaczków na haczyk. Zarzut. Parę sekund i branie. Płoć… niezbyt duża. Pomyślałem: spoko… parę sekund i już pierwsza ryba.
Kilka minut później na haku wisiała brzana (25 cm). Ośmiu w spokoju ogląda moje poczynania. Po dwóch minutach walczę z leszczem. Miał też ok. 25 cm.

106

he, he… jeszcze się nie rozgrzałem a już trzy sztuki. Niech się uczą warszawiaki jak się ryby łapie. Podchodzę do jednego z ósemki i zagaduję.
– chce pan te ryby bo nie mam co z nimi robić.
– eee… panie… takie to ja wyrzucam.
– a jakie wy łapiecie? – zadałem pytanie lekko podirytowany.
– jak nie ma 60 cm to szkoda brać do domu.

Wróciłem na budowę i opowiadam zdarzenie. A chłopaki w śmiech. Po czym jeden z pracowników mi tłumaczy.
– obok tych ośmiu wypływają ścieki. Niby z klasztoru, ekologiczne. Tymi ściekami pasą się ogromne ryby. Trochę jakby zmutowane.
– i co? potem ci wędkarze jedzą te mutanty?
– e tam… sprzedają do warszawskich restauracji. Tam bogaci jedzą świerzutkie ryby… jeszcze dziś wyciągnięte z wody :-)