wczesne rowerowanie

Godzina 12:00. Siedze w robocie i czuje jak pali mi sie umysl. Dosc!
– gdzie idziesz? – pytaja koledzy z pracy
– pojezdzic na rowerze.
– no ale konczymy o 15:00 – przypominaja lekko zaskoczeni.
– no to konczcie ;-) – rzucilem zamykajac drzwi

Szybki telefon do Ducha z informacja ze bede czekal na niego po 13:00 przed jego brama. Bike konieczny. Nie dal sie prosic.
Gdzie jedziemy?… trzy korony. Tak nazywam traske, ktora wiedzie przez kadzielnie, skocznie na telegraf. Czasem zahaczam o wietrznie. Traska krotka, widokowa, meczaca… i o to chodzi :-) Pierwsze kilometry Duchu dal odczuc, ze lubi wysilek i posiada zelazna kondycje. W koncu wieloletnie treningi sztuk walki nie poszly na marne. Wjazd na kadzielne… no problem.

0697_1 080307_1

Pare fot i przejazd na skocznie. I tu sie zaczely schody… naprawde i w przenosni. Bylo stromo, dlugo, ciezko… to co uwielbiam. Duchu odpuscil i skorzystal z nog. Wiem , że Duch posiada wiekszy zasob sil i kodycji ode mnie ale zawiodla technika… nie rozmiar lecz technika ;-). Ja dzielnie walczylem z gora. Kiedy niemalze dotykalem szczytu urzadzenia pomiarowe alarmowaly, że moje serce pompuje krew z predkoscia 187 uderzen na minute (troche niezdrowo). Nagle pech. Kamien pod tylnym kolem pozbawil mnie chwilowej przyczepnosci i spadlem z roweru. Zaczac podjazd na stromiznie ciezko. 15 m piechotki i znowu rower. Troche bylem zly na siebie bo chcialem wypasc przed Duchem na harta ale nie wyszlo. Dotknalem stopa gleby. Podjazd niezaliczony.

080307_2

Pare fotek i dluuuugi zjazd. Duchu bez kasku i z wylaczonymi kontrolkami bezpieczenstwa dotarl na dol szybciej… ok… jest hartem :-) Kolejny szczyt korony pokonalem sam. Duchu spieszyl sie do pracy.

Telegraf zrobilem bez podparcia ale tego Duchu nie widzial… znowu sie nie liczy ;-)

080307_3

Tak juz dla dobitki smignalem na wietrznie by ucieszyc wzrok kolejnym widokiem. Stamtad prosto do domku.

25 km ostrej harowki uczynil calkowity reset mozgu.